Mój komputer

Matthew @ 2011-11-27 — Kategorie: Śmietnik, Studia

Od kiedy pamiętam zawsze było mi w pewien sposób szkoda studentów architektury. Nie dość że muszą się męczyć z rysowaniem i tworzeniem modeli to jeszcze robią to za własne pieniądze. Rozumiem, że studenci to całkiem bogata grupa społeczna, bo niby jakim cudem tyle samochodów na parkingach, ale dlaczego jeszcze student miałby się dorzucać komuś do biznesu? Szczególnie jak prowadzący wymyślą sobie jedynie słuszne technologie i narzędzia. W końcu my, informatycy (hahaha), też musimy sobie kupić komputer, ale zawsze jakoś to łatwiej bo można go wykorzystać do czegoś innego. I całe szczęście. Za nic w świecie nie kupiłbym komputera dla samego studiowania.

[cc no_cc=’true’]// 2 poniższe akapity to zapchaj dziury, można spokojnie pominąć[/cc]
Swojego dzieciństwa nie spędziłem przed komputerem (jeżeli za komputer przyjmiemy PCta, miałem Commodore 64) z dwóch powodów. Rodzice pilnowali żeby ich pociechy nie spędzały przed nim za dużo czasu (o ironio). Drugi powód to zwyczajny brak komputera. Pierwszy, rodzinny, komputer był 386 którego dostaliśmy w czasie gdy… w sumie ciężko mi powiedzieć, ale było dobre kilka(naście) lat po tym jak minęły ich czasy świetności. Później był za niewielkie (wtedy to pewnie były ogromne) pieniądze odkupiony AMD K6-II 400MHz (tak, pamiętam prawie każdy element konfiguracji komputerów które miałem) gdy wchodziły już gigahercowe procesory. Ale zadziwiające był to wtedy całkiem wydajny procesor… Niestety, teraz nie byłbym w stanie na nim postawić nawet Debiana. Do tego 14 calowy monitor którego teoretyczna maksymalna rozdzielczość wynosiła 640 na 480. Ale jakoś udawało się zmusić go do pracy w 800 na 600, tylko obraz tak dziwnie się zwężał i ciemniał.

Jakoś w okolicy gimnazjum udało się nazbierać na pierwszy komputer z „aktualnej” oferty. Athlon XP 1.8 GHz, Radeon 9000, o dziwo do tej pory służy w domu (z lekkimi modyfikacjami), chociaż nawet z zainstalowanym Windowsem XP ślimaczy się niemiłosiernie. Ach to dzisiejsze oprogramowanie, nawet soft drukarki potrafi zabić.

Minęły 3 lata i przyszły studia. Na studia to wiadomo, trzeba mieć już własny komputer. Jedno szczęście że byłem na tyle bystry że nie dałem się argumentom kupowania notebooka co skończyłoby się kupieniem słabego komputera, a że przenośny? W domu komputer był, na zajęcia lepiej nie brać komputera bo wykłady stają się tylko wymuszonym miejscem pobytu. I tak są, ale udawanie że się słucha wygląda znacznie bardziej przekonywająco. Za to w pokoju stała wydajniejsza maszynka niż w przypadku laptopa. Z tą wydajnością to też różnie gdyż mimo 3 lat oszczędzania pieniędzy nie zebrałem więcej niż 2 tysiące zł, co przy potrzebie zakupu monitora nie zostawiało mi wielkiego pola manewru.

Kupno normalnego komputera ma też tą zaletę że można łatwo mu dołożyć nowych zabawek. I całe szczęście, bo wykorzystywanie cały czas tego samego komputera przez całe studia informatyczne graniczy z cudem. O ile wydajność pierwszego spokojnie starczyła do początkowej nauki o tyle później już zaczynają się schody. Po roku, a może dwóch, pieniądze odłożone z kredytu studenckiego, pozwoliły na wymianę płyty i procesora (AMD Athlon 64 2x3Ghz). Co dziwne nie potrafię powiedzieć po co mi to było. Pewnie założenie było takie żeby nauczyć się programować wielowątkowo, a skończyło się na graniu. Chociaż i tak grałem wtedy mniej niż teraz. Jednak właśnie takie „bzdurne” potrzeby zmiany sprzętu ratują zdrowie psychiczne które zostałoby nadwyrężone przy zderzeniu z rzeczywistością. Odpalanie Oracle’owej bazy danych na takim (nadal wydaje mi się on całkiem mocny) to nic przyjemnego.

Ja rozumiem, że nowe wersje Windowsa są wymagające. Jednak zawsze można je pominąć, ale żeby zmuszać studentów do wykorzystywania baz danych które potrafią zabić nowy komputer?! Ostatnio doszły jeszcze zajęcia z przetwarzania na kartach graficznych. Tutaj znowu wykazałem się trzeźwością umysłu i wybrałem jednego słusznego producenta kart graficznych wybranego przez wydział. Przyznam się bez bicia, grafika była kupiona ze względu na gry, producent został wybrany ze względu na Linuksa i przyszłe laboratoria. I tego właśnie nie potrafię tego zrozumieć. Robić przedmiot który wymusza technologię jednego producenta na jednym konkretnym sprzęcie. A później kombinuj człowieku co masz zrobić jeżeli nie masz odpowiedniej grafiki. Z mojej grupy laboratoryjnej byłem jedną z dwóch osób (w zasadzie to byłem ja i grupa która postawiła na współpracę) której udało się oddać laboratoria na następnych zajęciach. Kaktus mi wyrośnie jak ktoś z naszej grupy odda zadanie na tych samych laborkach na których zostało zadane.

Ale w tym szaleństwie jest metoda. Z powodu „głupich” gier mam sprzęt (aktualnie i5 2500K – jak to szybko potrafi kompilować kod) który pozwala mi bez problemu zaliczyć w tym semestrze 2 przedmioty – bazy danych i przetwarzanie równoległe na kartach graficznych. A najlepszym dowodem na to, że dobrze zrobiłem będą słowa mojego kolegi na brak możliwości robienia laborek w domu z braku sprzętu wiadomego: No chyba kogoś…

Komentarze:

Katedra nie udostępniła Wam serwera bazodanowego?

Co do kart graficznych i laboratoriów, jak byk stoi w instrukcji, że można wybrać jedną z dwóch technologii, więc nie zganiaj na laboratoria.

Mylisz kolejność: to nie jest tak, że uczelnia „zmusza biednych studentów do idiotycznego oprogramowania baz danych”, tylko na rynku faktycznie UŻYWA SIĘ Oracla, więc studenci Informatyki dostają go do nauki.

I jest git, a póki nie płacisz za te studia, tylko płacę za nie ja (jako osoba pracująca – z podatków – i jak student niestacjonarny – z czesnych), póty powodów do narzekania mieć za bardzo nie powinieneś :P

Fakt, powinni was MySQL’a uczyć, który nie trzyma się żadnych standardów, a jednym z najciekawszych zapisów w dokumentacji jest coś w stylu: „to przejdzie, ale i tak nie działa. Zrobiliśmy tak, bo może kiedyś dodamy taką funkcjonalność i standard wymaga aby taka składnia przeszła” ;)

@Jacek: wpisałem w google „to przejdzie, ale i tak nie działa. Zrobiliśmy tak, bo może kiedyś dodamy taką funkcjonalność i standard wymaga aby taka składnia przeszła” i nie znalazło mi żadnego linka do dokumentacji MySQL. Mógłbyś doprecyzować gdzie dokładnie znajduje się taki zapis?

Nam prawie wszędzie pozostawiają wybór oprogramowania, tylko trochę brakuje edukacyjnej wersji Matlaba.

@Maciek: udostępnia tylko na zajęciach, nie sądzę żebym w tym czasie zdążył przeprowadzić „badania” i przetestować rozwiązania jak bez odcinania bazy od użytkowników dodać dużo danych lub zmienić strukturę bazy w której jest dużo danych. Wiem do czego zmierzasz ale KIO, w przeciwieństwie do KASKu nie daje nam kont na swoich serwerach z których moglibyśmy skorzystać na zewnątrz uczelni.
W 1. instrukcji jak byk stoi że trzeba zrobić w obu. Ale nawet weźmy ostatnie laborki, można wybrać między CUDA albo OpenCL. I niech ktoś musi wybrać OpenCL (czy na grafice czy na procku) – chyba lekko niesprawiedliwe jest że kody które mamy przerabiać są tylko na CUDA (przynajmniej innych nie widziałem).

@MacDada: przyznałbym Ci rację, gdyby nie to, że Oracle używa się od lat a to jest dopiero pierwszy rok w którym męczymy się z nim na uczelni. Wcześniej „profesjonalną” bazą danych był MsSQL a do tego przedmiotu były wykorzystywane bazy obiektowe (Oracle jest obiektowo-relacyjny). I tak jak wspomniał Maciek, gdybyśmy dostali serwer bazodanowy to ok, bo nie trzeba odpalać u siebie.

Moi rodzice płacą za moje studia – z podatków. I ja będą płacił za studia – tylko nie za swoje – też z podatków.

@Jacek: Jakby Oracle trzymał się standardów, oni chyba mają na nie najbardziej wylane. Nie ma żadnej bazy która by spełniała standard SQL (może starsze wersje zostały poprawnie zaimplementowane). To raczej jest zbiór wskazówek niż realny standard.

Też wybrałem stacjonarny na studia. Renderowanie przy czterech rdzeniach oszczędza sporo czasu.

Dodaj komentarz:

 

Subscribe without commenting