Kobieta „pracująca” w domu… to kpina

Matthew @ 2010-06-26 — Kategorie: Miniblog, Śmietnik

Nie dlatego, że jej praca jest mało wartościowa, ale ze względu na wszystkich tych kobiet, rodzin, mężczyzn, którzy jednocześnie pracują zawodowo, zajmują się domem, mając jeszcze małe dzieci do wychowania. Jak te „pracujące” śmią w ogóle patrzeć tym ludziom w oczy, mówiąc o „równych” prawach, które mają być równiejsze dla nich.

To samo tyczy parytetów. Głośne krzyczenie o równość zagwarantowaną przez prawo, która jest równiejsza dla tych, którym nie chce się wysilić lub się nie nadają do danego zajęcia. Najlepszy przykład to Szwecja, gdzie zrezygnowano z parytetów bo były krzywdzące dla kobiet. Ale pewnie w Polsce wprowadzi się tylko połowę parytetu, która promuje tylko jedną grupę.

Komentarze:

Innymi słowy, praca w domu to nie praca, ponieważ są tacy, którzy pracują tam i jeszcze w tradycyjnym rozumieniu tego słowa? Czyli studia bez dodatkowej pracy lub drugiego kierunku to też nie studia? ;-)

@saunterer: nie, chodzi o to, że żądanie jakiś dodatkowych praw czy profitów z racji tego, że nie chce się iść do roboty tylko „pracować” w domu, gdzie duża liczba osób w tym samym czasie robi obie te rzeczy jest po prostu śmieszne.

Może nie jestem w temacie, ale o jakich *dodatkowych* prawach czy profitach mówisz?

Duża ilość osób w tym samym czasie pracuje i studiuje dwa kierunki (za co ich podziwiam), całkiem nieźle radzi sobie nawet z zaliczaniem egzaminów. Co oznacza, że dla części ludzi jest to wykonalne – czy tym samym skupianie się tylko na jednym kierunku studiów to nieróbstwo? Jednocześnie, w wielu wypadkach odbija się to niekorzystnie na jakości wykształcenia. Innymi słowy – nie wychowujesz dzieci, kiedy jesteś w pracy.

@saunterer: jakiś czas temu było o kobietach pracujących w domu i ich emeryturach (czy ZUSie). Teraz, w ramach kampanii wyborczej, to powraca.

Nie chodzi o nieróbstwo, zapędzasz się. Poza tym próbujesz porównywać coś co robimy dodatkowo (studiowanie) do tego co jest potrzebne do normalnego funkcjonowania (życia) czyli zajmowanie się swoim miejscem gdzie się mieszka (czytaj: domem).

To Ty użyłeś sformułowania „nie chce się iść do roboty”. Oczywiście, nikt nikogo nie zmusza do pójścia na studia, ale tak się składa, że w założeniu pomagają znaleźć pracę (i tu już jesteśmy w sferze normalne funkcjonowanie i „muszę”). Ale, proszę bardzo. To, że niektórzy są (przynajmniej na krótką metę) w stanie pracować na dwa etaty i próbować wychowywać przy tym dzieci nie oznacza […].

;-)

@saunterer: ale nie od razu pracować na dwa etaty. Moi rodzice pracują, porządnie wychowali (sprawa mocno dyskusyjna, ale na potrzeby tego rozważania przyjmujemy, że ja z bratem jesteśmy wzorowo wychowanymi dziećmi… no dobra, nie rodziców wina, że mają głupie dzieci ;P) dwójkę dzieci. I jakoś nie marudzą, że za to wychowywanie i zajmowanie się nami coś im się należy. A taka paniusia wielce „poświęca” się dla rodziny. Rzygać się chce.

PS. Przypomnij mi, jak następnym razem będę szedł na rozmowę kwalifikacyjną, jak to studia pomagają w zdobyciu pracy. ;P

Daj spokój! Rozumiem, że jesteś przeciwny zrównaniu praw rodziców pracujących w domu przy dzieciach, ale w tym tekście ich po prostu obrażasz. Troszkę dystansu by Ci się przydało, może jak sam będziesz ojcem to zmienisz poglądy. Bo tu nie chodzi o jakąś absurdalną ideologię, tylko o udzielenie wsparcia rodzicom, które poświęcają się dla wspólnego dobra, jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało. Bo wychowywać dzieci w Polsce jest naprawdę trudno, nie ma żłobków/przedszkoli/pomieszczeń dla dzieciaków w zakładach pracy/normalnych urlopów tacierzyńskich/systemu wymiany podręczników/… i tak mógłbym wymieniać w nieskończoność, ale nie ma to sensu.

Sam miałem w dzieciństwie kolegę, którego mama nie pracowała i ona naprawdę włożyła wiele serca w wychowanie dzieci, mój kolega jest obiecującym studentem i już na studiach ma dobrze płatną pracę. I założę się, że to się wszystkim zwróci z nawiązką, bo tacy ludzie to przyszłość tego kraju.

Pozdrawiam!

@abc: ja nie mam nic przeciwko równości praw rodziców pracujących w domu. Tylko jako równość ja rozumiem: pracujesz w zakładzie pracy, składka idzie na emeryturę. To jest równość. Nie to, że „pracuje” się w domu, to z moich podatków mam opłacać komuś emeryturę. Moi rodzice jednocześnie pracują w zakładach pracy i w domu i co? Należy im się z tego tytułu wyższa emerytura? Nie.

Jeżeli kobieta chce mieć emeryturę, z tytułu pracy w domu, to niech mąż jej opłaca.

I nikt mi nie wciśnie kitu, że mamusia musi siedzieć w domu i opiekować się dzieckiem, gdy to ma naście lat.

Nie jestem dobrze zapowiadającym się studentem, choć miałem dobrze płatną pracę (jak na studenta). Czy to zasługa moich rodziców? Nie wiem. Ale wiem jedno, wychowali mnie lepiej niż niejedna matka, swoje dzieci, która pracuje w domu. To nie reguła, więc Twój argument jest bezsensowny.

I owszem, należy wspomóc przedszkola, żłobki, wprowadzić urlop tacierzyński. Ale to się nijak ma do opłacania z podatków rodziców mających „dwa etaty” tych którzy pracują tylko na „jeden etat” bo to po prostu niesprawiedliwe.

„Należy im się z tego tytułu wyższa emerytura? Nie.”

Dlaczego nie?

Zapytam inaczej: po co ludzie mieliby zajmować się rodzeniem i wychowywaniem dzieci, jeśli państwo do tego by nie zachęcało?

I jeszcze jedno: co z rodzinnymi domami dziecka? Bo w myśl Twojej teorii nie mają racji bytu.

Ja także nie uważam, by osoba wychowująca jedno dziecko przez naście lat miała za ten okres prawo do emerytury. Ale osoba, której np. urodziły się bliźniaki i nie może pogodzić ich wychowywania z pracą zawodową powinna mieć możliwość niepracować dużo dłużej, niż wynika to z urlopu macie/tacierzyńskiego i powinna za ten okres mieć odprowadzona składki zdrowotne. Takie są realia – nie każdy decyduje się na dziecko, a więc część osób musi wychowywać po kilkoro dzieci. I ja osobiście nie mam nic przeciwko traktowaniu tego jako zawodu, podobnie jak jest w przypadku rodzinnych domów dziecka. Społeczny podział pracy.

@abc: nie było w sensie stanu obecnego. Nikt nie daje tym ludziom większych emerytur. Ba, nikt im (nawet po wprowadzeniu emerytur dla kobiet (czy mężczyzn też?) pracujących w domu) bo państwa zwyczajnie na to nie stać. Kropa.

Bo to siedzi w nas. Dawniej nie było wspomagania państwa w utrzymaniu rodziny i się ją utrzymywało. Wybacz, ale teraz mam specjalnie robić dzieci i się nimi zajmować bo państwo mi to za to płaci? No nie bądź śmieszny. Za to chcę żeby państwo wspierało budowę przeszkoli/żłobków (pomaganie pośrednie, nie bezpośrednie), obniżyło podatki, wspierało gospodarkę i tworzenie nowych miejsc pracy. (że brzydko to zabrzmi) Gnoić nierobów (a konkretnie nie dawać im nic) a promować pracujących, jednocześnie wspomagając ludzi w tragedii (powodzie).

Zastanów się co piszesz. Chcesz nagradzać tych co zdecydowali się na dzieci (nawet kilkoro) kosztem tych (karanie) co nie chcą ich mieć. I nie ma takiej zależności, że skoro ktoś nie ma dziecka to ktoś inny musi mieć kilka.

Społecznie to powinniśmy się zajmować polepszaniem jakości życia w państwie _całym_ a nie konkretnej dziedzinie.

A co do rodzinnych domów dziecka to z tego co się orientuję to akurat mają płacone i to wcale nie są takie małe pieniądze.

„Dawniej nie było wspomagania państwa w utrzymaniu rodziny i się ją utrzymywało. Wybacz, ale teraz mam specjalnie robić dzieci i się nimi zajmować bo państwo mi to za to płaci? No nie bądź śmieszny.”

Przykro mi, ale skoro masz takie podejście, to chyba nie ma sensu dyskutować.

„I nie ma takiej zależności, że skoro ktoś nie ma dziecka to ktoś inny musi mieć kilka.”

Oczywiście, że nie ma – wtedy po prostu społeczeństwo umiera.

Pozdrawiam!

Dodaj komentarz:

 

Subscribe without commenting