Zakładając ponownie bloga (pierwszy był zbiorowiskiem flame’ów itp.) powiedziałem sobie, że będzie to blog techniczny. Jeżeli miałby wystąpić flame’y to również techniczne, jednak poparte rzetelnymi argumentami (w myśl zasady, że dobry flame nie jest zły). Miałem się również trzymać z daleka od polityki. Więc ten wpis będzie około polityczny. A konkretnie spojrzenie wyborcy na innych wyborców. Tytuł może kogoś oburzać, ale cóż. Lubię wyrażać się dobitnie (i trochę przekoloryzować).
Zbliżają się wybory prezydenckie. Kandydacie jeżdżą, spotykają się z wyborcami, próbują ich przekonać, żeby oddali głos właśnie na nich. Obiecują lepszą Polskę… chwileczkę… Jak prezydent może zmienić Polskę na lepszą? Właśnie nie może. Najlepsze co może zrobić to nie utrudniać życie rządowi. Nie obniży podatków, nie podwyższy emerytur, nie będzie więcej policji na ulicach. Słowem: kandydat na prezydenta może sobie obiecywać a i tak nic z tego nie będzie. Problem w byciu najlepszym prezydentem dla Polski jest to, że próbując to robić (jak głosi jeden kandydat: koniec wojny polsko-polskiej) praktycznie oddaje swoich wyborców na korzyść partii rządzącej. Jeżeli zaś nie będzie chciał współpracować i zacznie konsekwentnie prowadzić politykę swojej macierzystej partii to jedyne co nas czeka to brak reform, zastój i ogólne pogorszenie sytuacji kraju (może już nie tyle gospodarki, bo od kilku kadencji gospodarka wypięła się na polityków i jedzie swoim torem, co wychodzi jej na dobre).
W tej chwili pojawiają się gwizdy zwolenników kandydata X, którzy uważają, że jego wizja kraju jest najlepsza i trzeba zrobić wszystko żeby ją urzeczywistnić. Gówno prawda. Żadna opcja polityczna nie jest najlepsza. Poza pewnymi skrajnościami, wszystkie są w zasadzie tak samo dobre. Problem leży nie w tym, z której strony podejdziemy do problemy, ale jak dobrze go rozwiążemy. Tak długo jak ludziom w kraju będzie się żyło dobrze i będą zadowoleni nie jest ważne czy rząd będzie lewicowy czy prawicowy. Czy będziemy mieli edukację, służbę zdrowia i autostrady za darmo, czy będziemy musieli płacić za nie z własnych pieniędzy, ale już z pominięciem oddawania ich do kasy państwa.
Lewica właśnie robi meksykańską falę z zadowolenia, ale niestety trzeba ochłonąć. Może to przez to, że sam mam poglądy bliżej prawicowym, ale moim zdaniem poglądy lewicowe nie mają u nas racji bytu. Nie to, żebym był im przeciwny. Moim zdaniem socjalizm to najlepszy ustrój jaki może być, tyle że nie da się go zrobić. Nasz kraj nie ma bogatych złóż surowców naturalnych, które mógłby wydobywać, sprzedawać a pieniądze z tego przeznaczać na zdrowie i oświatę (jak Norwegia). Pewne rzeczy da się zrobić, inne nie. Oskubywanie bogatych i dawanie biednym nic nie zmieni. Z punktu biednych wygląda to fajnie, ale zamieńmy ich miejscami i biedni (teraz już bogaci) zaczną się awanturować, dlaczego ich pieniądze idą na biednych? Nie pomagać biednym? Pomagać! Ale zamiast ryby, dawać wędkę.
W tym momencie dochodzi dochodzimy do kwestii „bycia głupim” i głosowania. Zamiast głosować na podstawie wyborczych obietnic, które przeważnie i tak nie są z jakiegoś powodu realizowane (a to pieniędzy nie ma, a to kryzys, a to prezydent wetuje), trzeba spojrzeć na wszystko chłodnym okiem. Po pierwsze: nie ma argumentu, że tamci już byli, teraz czas na naszych. Wszyscy (albo znaczna większość) już przy władzy była. I każdy spartolił. Dwa. Trzeba realnie spojrzeć na to, czy to co obiecują kandydaci (nie tylko w tegorocznych wyborach prezydenckich, ale także w przyszłorocznych, parlamentarnych) jest w ogóle możliwe do zrealizowania. Zmniejszyć podatków, dać dodatkowe ulgi, wspomagać każdego z byle powodu się nie da. Nie ma pieniędzy na to. Kropa. Trzy. Obietnice wyborcze nie mogą być realizowane kosztem innych. Jest fajnie jak nam dają, ale już jest źle jak zabierają.
Mam nadzieję, że zanim następnym razem zagłosujesz, przestaniesz być „głupi” i spojrzysz na wszystko z szerszej perspektywy, a nie tylko własnego interesu. Pamiętaj, że oprócz Ciebie jest jeszcze sporo innych osób. Będą również Twoje dzieci. Może to co Ty chcesz, nie musi być dobre dla nich? Oraz polepszenie jakości życia w całym kraju oraz podniesienie jego standardów będzie lepsze również dla Ciebie (patrz kraje skandynawskie czy Japonia).

Według mnie szkoda, że liczący się kandydaci prezentują tylko jedną opcję polityczną jaką jest socjalizm czy to czarny w koloratce, czy czerwony, nie ma różnicy. Obojętnie jak to ktoś nazwie to i tak jest to socjalizm, a to już było, myślę, że 70 lat dymania ludzi przez socjalistów już starczy, tylko naprawdę nie ma na kogo głosować niestety. Dlatego większość ludzi, których znam zagłosuje na kandydata X, tylko dlatego, żeby nie wygrał kandydat Y. Smutne to jest, ale i prawdziwe…
W zasadzie, to ciekawy tekst ;) Tylko gwoli wyjaśnienia kompetencji prezydenta; posiada on inicjatywę ustawodawczą, czyli może składać własne projekty ustaw, a to wcale nie tak mało, żeby zgłosić obywatelski projekt ustawy trzeba chyba, ze 100k podpisów…
a ja średnio skupiam się na tym, co mówi się w samej kampanii, ale głosuję zawsze.
Głosujcie na JKM!
Airborn ma rację – prezydent może dużo, o ile mu się „chce” (heh, w kancelarii pracuje od cholery osób). Po drugie – ma wiele innych prerogatyw (powoływanie ambasadorów, szef armii, powoływanie rady gabinetowej, itp.). Na pewno nie jest to marionetka typu królowa angielska. ;) Nawet „utrudnianie pracy rządowi” nie jest takie oczywiste – rząd, sejm, senat puszczają polityczne buble, które można np. częściowo zaskarżyć do Trybunału (a nie całość, jeśli większość ustawy jest ok).
Zatem wg mnie jest poważna różnica, czy prezydentem zostanie osoba rozsądna czy wyważona czy Lepper. ;)
Btw. sam jeszcze nie zdecydowałem, na kogo głosować, ale wydaje mi się, że ten tekst ma być uzasadnieniem dla „nie chce mi się iść na wybory ani załatwiać sobie zaświadczeń”. ;)
nie głosuję na pajace;) a nie skupiam się szczególnie na kampanii prezydenckiej dlatego, że w niej głosuje się na człowieka, a kompletny obraz człowieka powstaje nie w kampanii, ale poprzez długotrwałą obserwację – i na tej podstawie podejmuję decyzję o oddaniu głosu na konkretnego człowieka, a nieoddawaniu go na innego.
@esio, głosowanie na kandydata X tylko dlatego, żeby kandydat Y nie wygrał to skrajna głupota. W pierwszej turze głosuje się na tego kandydata, który najbardziej Ci odpowiada, jednak jeśli nie wygra to w drugiej turze wybiera się mniejsze zło!
> Poza pewnymi skrajnościami, wszystkie są w zasadzie tak samo dobre.
> Problem leży nie w tym, z której strony podejdziemy do problemy,
> ale jak dobrze go rozwiążemy.
No ale nie da się ukryć, że nie wszystkie rozwiązania są dobre i nie wszystkie się sprawdzają. Są złe pomysły i dobre pomysły. Skuteczne podejścia i nieskuteczne podejścia. Nie chcę agitować (naprawdę nie chcę), ale póki co mieliśmy rządy partii które stosują z grubsza to samo podejście (podobno ekonomicznie nieskuteczne), znam jednak co najmniej jedną partię która ma inne poglądy. Jej kandydat jest bardzo charakterystyczny, powinieneś go kojarzyć.
@airborn: wiem, świadomie to pominąłem, bo ludzie też mogą zgłaszać ustawy.
@maupiszon: ja wiem na kogo zagłosować i jak nic nieprzewidzianego się nie stanie to zagłosuję. A sam tekst ma na celu zwrócenie uwagi, że należy przeliczyć czy to co kandydat obiecuje jest w ogóle możliwe do zrealizowania. Wybrać kandydata, który ma najbardziej realną wizję i którego wizja najlepiej opłaci się krajowi. Zamiast wyboru typu „głosuję na tego, bo obiecał, że gdyby był premierem to dałby 10 tysięcy za powódź, zamiast 6 jak mówi obecny rząd”.
@saunterer: JKM ma ten problem, że nie ma poparcia (a w sumie już jest kandydatem bezpartyjnym). Ale nie ma poparcia dlatego, że sondaże to pokazują, ale dlatego, że to co proponuje, przy obecnej mentalności ludzi jest niemożliwe do zrealizowania. Za duży skok od tego co mamy do tego co proponuje, żeby większość chciała go wybrać.
@badboy:
A co jeżeli żaden kandydat mi nie odpowiada, bo 9 to socjaliści, a jeden to konserwatywny liberał, którego poglądy też do końca mi nie odpowiadają?
Nie tylko ty nie wytrwałeś w postanowieniu bycia apolitycznym :P
Jak umiesz matematykę, to powinieneś wiedzieć, że nie posiadając własnego kandydata powinieneś iść i oddać nieważny głos – pusty, albo źle wypełniony. Zwracam uwagę na hasło: matematyka :)
Pozdrawiam
Co nie zmienia faktu, że Twoje stwierdzenie nie jest prawdziwe ;-).
Myślę (nie: „mam nadzieję”, „boję się”), że kiedy obecny system (np. emerytalny) się rypnie, ludzie mogą chcieć odmiany. Za dwadzieścia lat JKM już się pewnie skończy, tym niemniej spodziewam się, że nie będzie jedynym reprezentantem idei libertariańskich, przyjdą inni. Tak na marginesie, byłem wczoraj na wykładzie prowadzonym przezeń, Korwin jak Korwin – jak jest każdy widzi – kompletnie nie przekonują mnie jednak ludzie z jego kohorty. Świry z którymi nie chce się mieć nic wspólnego.
Także: http://www.test-wyborczy.pl/wyniki.php
(oczywiście problem niereprezentatywnej próby, bo internet, etc)
@saunterer: system się zmieni (czytaj: wszystko pójdzie w stronę prywatyzacji) kiedy ludzie przestanę patrzeć na swój nos i zabiorą się do roboty, a tym samym zaczną dbać o własne interesy. Ja nie zagłosuję na JKM (nawet gdyby mi się bardzo podobały jego poglądy) dlatego, że po prostu nie ma szans na rewolucję (poza tym nawet jak zgłosi jakąś ustawę to ona i tak nie przejdzie przez sejm, a kolejnej wojny nie chcę). Wolę powolne zmiany, choćby dlatego, że łatwiej przy ich pomocy manipulować ludźmi.
Uściślijmy, nie pytam na kogo zagłosujesz. To Twoja sprawa ;-).
> po prostu nie ma szans na rewolucję
Cały problem polega na tym, że powolne zmiany zachodzą w drugą stronę. PO wcale nie jest partią liberalną i zmiany w naszej gospodarce zachodzą w stronę większej regulacji dosłownie wszystkiego przez państwo. Nikt nie wprowadzi zmian w niepopularną społecznie stronę, bo słupki poparcia spadają, a to przecież jedyne praktyczne uzasadnienie istnienia polityków. Ludzie nawet próbują brać się do roboty, tyle, że państwo im tu utrudnia przez system totalnie absurdalnych ograniczeń. Jeśli przejrzałeś wyniki testu politycznego, okazuje się, że ogrom ludzi ma poglądy zbliżone do JKM, tyle, że to co o nim słyszeli sprawi, że w życiu na niego nie zagłosują.
> Wolę powolne zmiany, choćby dlatego, że łatwiej przy ich pomocy
> manipulować ludźmi.
A po co Ty byś chciał manipulować ludźmi?
PS. Kiedy ostatnio sprawdzałeś pocztę?
@saunterer: choćby po to, żeby osiągnąć korzyści. :D Polityka to manipulacja. Prowadzenie bloga w pewien sposób też (bo jak inaczej wytłumaczyć to, że tyle ludzi mnie czyta?).
PS. Codziennie po kilka razy. ;P Ja mam jeszcze sesję!
Jak masz sesję to powinieneś być na bieżąco z mailami!