Ja ściągam, Ty ściągasz, my ściągamy…

Matthew @ 2009-06-19 — Kategorie: Akademiki, Śmietnik

Sesja, miałem nic nie pisać, żeby mieć czas na naukę, ale wprost się nie da. We wszystkim przeszkadza policja. Już drugi raz postanowiła zrobić nalot na akademiki Politechniki Gdańskiej. Tym wpisem chciałbym wyrazić moje głębokie… zadowolenie z zaistniałej sytuacji oraz działań podjętych przez policję. A zanim ktoś będzie chciał bluzgać, to proszę o przeczytanie tego do końca.

Z jednej strony uważam że tak musi być, choć zadowolony z nalotu jako takiego nie jestem (bo wiadomo, prawo trzeba przestrzegać), jednak z drugiej średnio podobają mi się metody działania podczas takiego nalotu (zabieranie komputerów z całego pokoju, późniejsze trzymanie sprzętu w nieskończoność). Myślę jednak, że całej sprawy by nie było, gdyby nie najbardziej „poszkodowani” w całej sytuacji, czyli studenci.

Weźmy sobie trzech studentów. Student numer 1. Ma oryginalnego Windowsa, wykorzystuje OpenOffice’a, spiracił MatLaba, bo uczelnia mu go nie zapewnia a wymaga projektów w nim zrobionych (albo zapewnia małe laboratorium, w którym jest kilka starych wersji MatLaba, które są średnio kompatybilne z nowymi wersjami, które są wykorzystywane w salach w którym ten student ma zajęcia). Student numer 2. Piracki lub oryginalny Windows, piracji PhotoShop, dużo ściągniętej muzyki, filmów, gier, często korzysta z p2p. Student numer 3. Oryginalny Windows czy Linux. Rzadko kupuje muzykę lub gry, znajduje je za darmo (i legalnie) w internecie. Z powodu nalotu policji wszystkim został zabrany cały sprzęt komputerowy jaki mieli. I tutaj jest już pierwsza zła rzecz w działaniach policji. Dlaczego cały sprzęt? Przecież można wyciągnąć same dyski i płyty CD/DVD. Druga irytująca sprawa to dlaczego zabierać sprzęt z całego pokoju? Zdaję sobie sprawę, że nikt nie jest w stanie udowodnić że ten akurat sprzęt należy do danej osoby (nawet ja, który zbieram te wszystkie czarno-białe papierki, które dostaję od panów w zamian za inne papierki, miałbym z tym problem z prostego względu… po jakimś czasie z czarno-białych robią się one tylko białe). Myślę, że problem nie byłby aż taki wielki gdyby nie fakt, że odzyskanie sprzętu po takim nalocie graniczy z cudem. Jedyna udana taka akcja to odzyskanie serwera SKOSu, ale i tak zajęła kilka dobrych miesięcy.

Ale wróćmy do naszych studentów. Który z nich jest winny? Hmmm… tu się rodzi problem, bo sam nie znam na tyle prawa żeby to stwierdzić, ale dla potrzeb tego wpis załóżmy, że dowolne ściąganie/udostępnianie oprogramowania oraz udostępnianie muzyki/filmów jest karane (niezależenie czy na tym zarabiamy czy nie). Z tego nam wychodzi, że student numer 1 oraz numer 2 są winni. Świetnie, tylko pozostaje pytanie czy są tak samo winni? Myślę, że w przypadku studenta numer 1 wystąpiły by okoliczności łagodzące, które pozwoliłby na zminimalizowanie jego kary. Mimo wszystko to wina systemu, że został on zmuszony do takiego a nie innego działania. Chociaż mimo to, nie popieram takiego działania, tym bardziej że istnieje wersja MatLaba dla studentów. Ma ona sens w przypadku gdy jest często wykorzystywana na zajęciach, chociaż rodzi się problem co ze studentami, którzy wykorzystują ją przez jeden semestr?

No i został nam student numer 2. Osobiście uważam, że takich ludzi powinno się karać najwyższymi możliwymi karami. Nie dla tego, że PhotoShop którego ściągnął tyle kosztuje, ale dlatego ich chęć posiadania jest taka wielka i nieuzasadniona. To głównie przez nich są naloty na akademiki (zarówno rok temu, jak i teraz nalot był na konkretne osoby za udostępnianie konkretnych piosenek (no jak można słuchać tej szmiry, Feela?)). Sami są wodą na młyn organizacji którze rzekomo bronią praw autorskich. Zastanawiające jest to, że Ci ludzie nawet nie są w stanie w połowie wykorzystać tego co naściągali (no bo jak można wysłuchać kilku gigabajtów mp3 czy wykorzystać możliwości PhotoShopa jak nawet nie ma się tabletu czy nie zna jego bardziej zaawansowanych funkcji). Najbardziej jednak irytujący jest fakt, że są to również studenci którzy najgłośniej krzyczą jeżeli policja wejdzie do akademika i zabierze kilka komputerów. Również najbardziej się chwalący ile to oni nielegalnych rzeczy nie mają i jak dalej mają zamiar piracić, bo są za biedni żeby to wszystko kupić. Halo! Mamy kapitalizm, nie stać cię to nie kupuj. Chcesz mieć a nie masz kasy? To idź do pracy zamiast biadolić jaki jesteś biedny. Niestety głupota takich ludzi nie zna granic. Przyznawać się do łamania prawa, nazywanie „debilami” ludzi którzy uważają że prawa powinno się przestrzegać. Jeżeli ja coś robię nielegalnego to pierwsze co to zabezpieczam się, żeby nikt mnie nie złapał, a po drugie nie mówię o tym głośno. Jak mawiał mój polonista: „Nie karzę was za to, że ściągaliście, ale za to, że byliście na tyle głupi że daliście się złapać”.

Komentarze:

A powiedz mi, ile kosztuje licencja PhotoShopa? sporo, nawet ta dla studentów. Windows – można przeboleć. Pracodawca natomiast ma głęboko w nosie, czy Cię stać było na licencję programu, aby się go nauczyć (mówię o grafikach). Nigdzie nie przyjmą Cię, gdy w CV umieścisz wpis traktujący o tym, że znasz Gimp’a na wylot. sam nie mam oporów przed kupieniem legalnego oprogramowania, bo wiem, że piractwo to po prostu chamstwo. Nie kradzież, bo kradzież to przywłaszczenie czegoś, czego potem inna osoba kupić nie może ze względu na to, ze sobie to cośprzywłaszzcyłeś – a przynajmniej tak jest według mnie. Odbieramy twórcom pieniadze piracąc, jednak w Polsce mało kogo stać na pełną gamę oprogramowania LEGALNEGO, na którym może pracować i którego znajomość może umieścićw podaniu o pracę. Oczywiście, Policja powinna ścigać piratów (zarówno drogowych jak i komputerowych), jednak nie tędy droga.. są przecież narzędzia software’owe i hardware’owe, pozwalające na zrobienie kopii dysku 1:1 na innym nośniku, a potem badanie tej kopii. tym samym nie zabiera sie komputerów, nie zabiera dysków, sporządza ich kopię i na kopii pracuje. W razie potrzeby konfiskowanoby same nośniki, lecz procedura zwrotu powinna działać poprawnie, nie tak jak teraz – oczekiwanie na komputer po bezpodstawnym oskarżeniu o piractwo w granicach 5 lat i potem po prostu „olanie” sprawy ze względu na bezwartościowość danego urządzenia po takim okresie czasu.

Nie, nie popieram piractwa, ale nie popieram też metod, jakimi próbuje siez nim walczyć w Polsce. Grzywny wyjęte z niewiadomo jakiego miejsca, opiewające na sumy, których żadna osoba o zdrowym rozumie nie wyda na programy, a często i samochód.

Jest też jedno „ale” do Policji – jakim prawem Policja walczy z piractwem? Czy przypadkiem nie powinno to być ścigane z powództwa cywilnego, czyli dopiero po otrzymaniu dowodów o popełnieniu przestępstwa Policja miałaby podstawy prawne do konfiskaty komputerów i nośników danych?

Dodaj komentarz:

 

Subscribe without commenting